31 maj 2026

Mrówka

Przychodzi ze mną
Czasem porozmawiać
Czarna i chrupiąca
O bogach o historii
O tym co boli i cieszy
Patriotyzmie
Rozumieniu dziejów
Dzieciach i rodzicach
Nie wiem tylko
Czy ta sama
Czy wysyłają inną
Żeby mnie oswajać
Są tak podobne
I nie wiem
Czy wie
Że kiedyś zjadłem
Kilkudziesięciu jej braci
A rozdeptałem tysiące
Celowo

Leszczyński

W Alei Zapomnianych Królów
Zapłonąć można krótkim lśnieniem
Kopią Praksytelesa
Wyhaftowaną na płonącym peniuarze
Bogiem wyhaftowanym w tęskniącym sercu
Albo człowieczeństwem
Bez haftu
Tłustym
Pięknym
Dobrym
Próżnym
Prawdziwym
Tęskniącym
I zniknąć w szarości
Nie splamionej
Krwią


23 maj 2026

Na tarasie na krańcu wszechświata
Palma w rytuale poranka
Wychylona przez poręcz wieczności
Wysyła w nie-za-po-znane kroplę rosy


Patryca

Nie umiem już udawać
Ani być sobą
Kruchość i niepamięć
Choć życie daję
To obronić nie umiem
Pachnę iluminacjami
W siermiężnej bitymi skórze
Niczym inkunabuł
Boskim zamysłem
Ruchu dłonią
Lecz to ja
Ni więcej
Ni mniej


22 maj 2026

Wygnańcy

Choć w świetle reflektorów
To nie na sprzedaż
Nasi ojcowie
Choć wśród krzyków
Wbijania w podłogę stóp
Śmierci i polowania
Szukania piasku plaży
Słońce widzi
Księżyc widzi
Ciało pożłobione muszlami
Ostrzami nieznanego
Jak wodą kość

17 maj 2026

Nikt nie widział
Że się uniósł nieznacznie ponad leśną ścieżkę
Chciał tylko przeskoczyć konar
A został w powietrzu dziwnie długo
Z oddali zawołał człowiek
Pobiegł szybko do niego
Obudził się
Było ciemno
Ciepło
Pachniało ciszą
Nic nie boli
Gdy wypływa krew atramentu
Bo bardziej jak blask
Lub jak łza
I tylko czasem
Zbyt ostra stalówka
Przebije kruchy pergamin życia
I ugrzęźnie jak gwóźdź
W gończym liście
Skrzydle
Lub dłoni
Na światło
Wybiegli
I fascynacji
Pełni radości
Za ręce
Trzymając się gorąco
I
Spojrzeli sobie mocno w oczy
Otoczeni stęchłymi murami
Zrywając się z kolan szarości

18 kwi 2026

Opadają cegły
Jak maski
I boli zdzieranie
Farby
Lecz nadal
Szukam Twych dłoni
I skroni
Gdy nie znajduję siebie
Nienawidzę:
Czechów
Ruskich
Gejów
Snobów
Żydów
Głupich
Skąpych
Słabych
Prawych
Lewych
I środkowych
Ukraińców
Mohikanów
Dawców szpiku
I szamanów
Dzieci 
Starców
Słabych kobiet
Pomazańców
Władców mózgów
Prawdomówców
Węgrów
Chinów
Też Chińczyków
Czarnych
Białych
Chrzczonych whisky
Ojców zboków
Matek ciągłych
Trepów
Paców
Książąt
Katów
Wyznawców
uefa usa
Longobardów
Wielkoslązków
Chyba, że są ludźmi

9 kwi 2026

Rejtan

Po Twoim trupie
Wciąż przydeptujemy kontusze
Czapkujemy orłom wszelkich barw
Białego mając za głupiego
Jak żuki rozkładające
Ciało żbika 
Z przekonaniem szeleszczące
Że z miłości

Po Twojej krwi
Spływającej gorąco
Ku piachowi
Pamięci
Schłeptywanej spiesznie
Przez samozwańczych
Zbawców narodu
Odzianych w kostiumy
Dell'arte

Po Twoim krzyku
Co nie znaczy już nic
Gdy codziennie ginie Cycero
Zaszczuty przez miliony
Antoniuszy

31 mar 2026

Kontrapunkt

Otwierasz usta
Ja oczy
Unosisz brew
We mnie krew
Czujnie zwalnia bieg
Myślisz cień
Ja słońca bieg
Zaciskasz mocniej palce
Barwy mieszają się
Zapadasz w smutek
Kotwica we mnie wbija się jak w muł
Uśmiech mruży twe oczy
Ja zachłystuję się powietrzem

Idea

To tylko mała igiełka
Nie musi boleć
Proszę się na tym nie skupiać
Nie pan pierwszy
I nie ostatni
Za rok będzie już lepiej
Łagodniej
Prawdziwiej

Rozszczelnienie kombinezonu

Ile wytrzymać da się w próżni
Kilkanaście sekund
Tlen z krwi wysysają płuca
Jakby zamarzają oczy
Poddaje się mózg
Mięśnie...

Nie...
Tylko te zamarzające oczy
To prawda

12 mar 2026

Brak mi słońca nad horyzontem
Pewności, że świat istnieje
Choć dziadowie dłutem i strugiem
Dziergali wióry społeczeństwa
Brak mi krajobrazu
Bez drogi

15 lut 2026

Bagdad krwawi Tygrysem

Granatowa rzeka
Spływa inkaustem 
Sofoklesa i Ajschylosa
Na życzenie
Wszelkich Czyngis chanów
I Napoleonów
Refleksji
Zadumy
Oszczep i arkan
Szarpią znaczenia
W rytm
Jedynej prawdy
Parady zwycięstwa
W chwili ciszy
Przez atramentowo krwawe fale
Awicenna niesie Arystotelesa



5 lut 2026

Dzieci

Moi rodzice, byli hipisi
Nie mogę bawić się poza domem
Moi rodzice policyjne psy
Do zabawy tylko kajdanki
Moi rodzice matematycy
Nic pewnego na tym świecie
Moi rodzice byli hutnicy
Miłość ma stalowe dłonie
A ja nie wiem
Nie pamiętam
Nie rozumiem

31 sty 2026

Pamiętam...

W mojej młodości
Kosiłem zboże sierpem
Jeździło się bez strzemion
Ogień zapalali Bogowie
Budowali domy bez gwoździ
Nikt nie umiał czytać
Pracowało się od świtu do zmroku
Kobiety nie mogły studiować
Nie mieliśmy toalety w domu
Do sąsiedniej wsi jeździło się raz w roku
Nikt nie wiedział, że jest Ameryka
Jak miałeś zapalenie płuc, to umierałeś
Ludzie wybijali sobie okna, jak mieli inne poglądy
Jeńców się zabijało
Buty nosiło się do kościoła
Chleb piekło się w każdym domu


28 sty 2026

Wykopki

Schylona
Zanurzyła oczy
Kwadratowe palce
Serce
Dzieciństwo
Marzenia
W kartoflisku

Od stopy
Przez łydkę
Udo
Lędźwia
Plecy i kark
Przebiegł uśmiech

Nikt
Chyba nawet ona
Go
Nie zauważył


5 sty 2026

Zachwyt elektryka

Różnica natężeń między 
Ładunkiem ofiarowanej rzeczywistości
A potencjałem odbiornika

Ślady ciepła

Krople życia na śniegu
Zaparowanymi pyskami
Wyskubujące szczęście
Smakujące sucho 
Pachnące latem
Przeżuwające czujnie
Ze skupieniem w lśniących
Tęskniących oczach
Bez powodu zerwane do lotu
Znikają same przed sobą
W zaroślach jaźni

3 sty 2026

Wypatrzone do łez okna

Przez wieki
Doświadczali prawdy
Że ciasne wsie
Łatwiej się palą
Dlatego zaczęli budować luźniej
Początkowo
Żeby ogień się nie przenosił
Później
By nie słyszeć krzyków
Po latach
By nie widzieć
Jak krew potrafi płonąć
A po kolejnym czasie
By nie słyszano
Jak wrzeszczą
Z samotności

Na pogrzeb Jasia

Jasiu, a właściwie Aleksander Jasik, zmarł 25 grudnia 2025 roku, a pochowany został 2 stycznia. 

Niezbyt wyrafinowany
Ale ciężki
Żart
Zrobiłeś mi
Tą swoją nie planowaną śmiercią
Od dzisiaj
Turkot pociągu
Dźwiękowy sygnał kolejowy
Kolorowa lokomotywa
Stacyjne modeliki
Z zastygłymi w plastiku postaciami
Uderzenia konstrukcji wagonów
Tajemnicze rozjazdy
Tory donikąd
Będą ściskały mi gardło
Jak stary służbowy
Rozkład jazdy

Garść miłości

Tyle Ci przynoszę
Tyle udało wygarnąć się
Z małego tekturowego pudełka
Zwanego sercem
Polepionego niezdarnie
Klejem nadziei
Pomalowanego plakatówkami
Marzeń

Drzewo nie wie
Że stoi niżej
W hierarchii stworzeń
Że nie ma wyobraźni
By udawać ptaka
Płonie tylko
Grzejąc dłonie
Nimi ścięte 
W pół nie zauważonego
Gestu